Rosjanom doskwierają niedobory paliwa – ale czy Kreml zmieni kurs?

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, James Landale
- Stanowisko, Korespondent dyplomatyczny BBC News
- Relacja z, Moskwa
- Data publikacji
- Czas czytania: 6 min
Jeśli chcecie mieć pojęcie o ogarniającym Rosję kryzysie paliwowym, wystarczy dzień spędzony na jeżdżeniu moskiewskimi ulicami.
Przy niemal każdej stacji benzynowej, którą mijaliśmy, stała kolejka samochodów osobowych i ciężarówek. Niektóre kolejki były dłuższe, inne krótsze; niektóre stały w miejscu, inne powoli posuwały się do przodu.
Jeśli nie było kolejki, oznaczało to, że na stacji całkowicie zabrakło paliwa.
Pamiętajmy: chodzi o Moskwę, bogatą, ludną stolicę, która przyciąga znaczną część ogromnych rosyjskich zasobów. Nawet tu władze nie były w stanie zapewnić mieszkańcom wystarczającej ilości benzyny i oleju napędowego.
W kolejkach panowała raczej atmosfera frustracji niż gniewu. Jekaterina powiedziała nam, że jest „niezadowolona" i że panuje „panika, bo wszyscy myślą, że zabraknie ropy". Ale wszystko będzie w porządku, dodała - „trzeba tylko zreorganizować dystrybucję paliwa".
Według Elmara sytuacja jest „bardzo zła". Mężczyzna narzekał, że ceny rosną wraz z wyczerpywaniem się zapasów paliwa. „Na tankowanie traci się godziny," powiedział. „W tej chwili planuję wyjazd do Dagestanu - ale nie wiem, czy jechać, czy nie, jest tyle problemów z benzyną".
Zapytałem go, kto jest za to odpowiedzialny. „W naszym kraju nie można mówić, co jest przyczyną i kto ponosi winę," odparł z wymownym uśmiechem.
Większość mieszkańców Rosji nie czuje się na siłach publicznie krytykować prezydenta ani Kremla.
Walerij stwierdził, że to dziwne, że musi stać w kolejkach po benzynę w kraju, który wydobywa tak wiele ropy.
Winą obarczył zarówno ukraińskie rakiety, jak i rosyjski brak przygotowania. „Nie mam ochoty przyzwyczajać się do kolejek," powiedział. „Mam nadzieję, że sytuacja wkrótce się zmieni".
Wielu Rosjan czuje, że wojna jest ich coraz bliżej.
Prezydent Władimir Putin dołożył wszelkich starań, by odizolować większość społeczeństwa od konsekwencji tego, co nazywa „specjalną operacją wojskową".
Na ulicach Moskwy nie widać wielu śladów wojny: mijamy jedynie kilka plakatów przedstawiających bohaterskich żołnierzy.

Źródło zdjęcia, Reuters
Jednak władzom coraz trudniej zignorować rosnącą liczbę ukraińskich ataków w głąb terytorium Rosji. Ukraińskie rakiety i drony mierzą w rafinerie ropy naftowej. Niebo nad Moskwą i Sankt Petersburgiem zaciemnia dym.
Do tego dochodzą przerwy w dostępie do internetu, a teraz także niedobory paliwa.
Rosja - jeden z największych światowych producentów ropy - ma trudności z rafinacją wystarczającej ilości paliwa, by zaspokoić krajowy popyt.
Andriej stał w kolejce po raz pierwszy, wraz z żoną Jekateriną. Winą za sytuację obarczył „geopolitykę" i przyznał, że sytuacja może się pogorszyć.
„Mamy nadzieję, że wszystkie strony zaczną zbliżać się do siebie i omówią warunki porozumienia pokojowego," powiedział. „Niestety obecnie nie widzimy tego ze strony naszych europejskich partnerów. Być może więc sytuacja jedynie się pogorszy".
Zachował jednak spokój. „Przetrwaliśmy lata 90. Pamiętamy znacznie trudniejsze czasy. To nas nie przeraża," powiedział.

Media społecznościowe są pełne zdjęć kierowców stojących w kolejkach po benzynę. Niektóre z kolejek ciągną się przez wiele kilometrów. Wśród czekających wybuchają bójki.
W kurorcie Anapa, nad Morzem Czarnym, do utrzymania porządku w kolejkach wysłano Kozaków.
Powszechnie wprowadza się racjonowanie; w wielu regionach zakazano też używania kanistrów. Jeden z burmistrzów na Syberii zapewnia czekającym kierowcom przenośne toalety.
W niektórych częściach kraju ograniczono również kursowanie autobusów i wywóz śmieci. Rolnicy obawiają się o tegoroczne zbiory.
Niepokój jest realny i powszechny.
Czy przywódcy NATO spotykający się w tym tygodniu w Ankarze mogą założyć, że przełoży się to na presję polityczną na Kreml?
Taką nadzieję żywi z pewnością Kijów. Ukraińscy stratedzy liczą na to, że zwykli Rosjanie będą tak sfrustrowani, że zaczną naciskać na Putina, by zakończył wojnę.
Kreml z pewnością zwraca uwagę na nastroje społeczne. Putin jest na tyle zaniepokojony, że odniósł się do kwestii niedoboru paliwa w państwowej telewizji.
Stwierdził, że ukraińskie ataki „w oczywisty sposób powodują problemy". Jednocześnie przekonywał, że sytuacja „nie jest krytyczna".
Mimo to władze nie chcą ryzykować. Zaczęły już zwiększać import paliwa, subsydiować jego ceny i zezwalać na sprzedaż paliwa niższej jakości, które według niektórych może uszkadzać silniki.
Putin i jego doradcy zdają sobie sprawę, że niedobory wpływają na opinię publiczną.
Najnowszy sondaż przeprowadzony przez niezależne Centrum Lewada wskazuje, że poparcie dla Putina spadło do około 74%. Wynika z niego również, że liczba Rosjan, którzy uważają, że ich kraj zmierza we właściwym kierunku, spadła do 52% - w porównaniu z 61% jeszcze w maju.
Organizacja badawcza Gallup sugeruje, że Rosjanie są bardziej pesymistyczni co do stanu swojej gospodarki niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 20 lat. W opublikowanym w ubiegłym tygodniu sondażu 60% respondentów stwierdziło, że warunki gospodarcze w miejscu ich zamieszkania pogarszają się.
Nawet państwowe Rosyjskie Centrum Badań Opinii Publicznej (WCIOM) wskazuje, że zaufanie społeczeństwa do Putina spadło o 3,4 punktu procentowego - do 73% - w ciągu zaledwie tygodnia.
Christopher Weafer, szef regionalnej firmy doradczej Macro Advisory, twierdzi, że kryzys paliwowy może stać się „punktem zwrotnym" dla rosyjskiej gospodarki.
„Koszty konfliktu rosną," mówi. „Chociaż pełny wpływ kryzysu paliwowego będzie widoczny w statystykach dopiero w lipcu, prawdopodobieństwo trwałego kryzysu znacznie pogorszyło perspektywy wzrostu gospodarczego na pozostałą część roku".

Czy to wszystko poskutkuje presją polityczną na Kreml?
Nina Chruszczowa, profesor stosunków międzynarodowych w The New School w Nowym Jorku, powiedziała BBC, że Putin raczej nie ustąpi.
„Im większą presję odczuwa, tym większe jest prawdopodobieństwo, że będzie działał agresywnie i represyjnie," stwierdziła. „Uważam, że sytuacja jest poważna, ale zachodnie oczekiwania, że Rosjanie po prostu obalą reżim, są bardzo mało realistyczne".
Według Chruszczowej Rosjanie odczuwają ogromną złość i desperację, ale także „dużą rezygnację wobec tego, co się dzieje".
Europejskie nadzieje, że uda się zmusić Putina do negocjacji, są według niej mrzonką: „Coś takiego się nie zdarza".
Faktycznie: wszystko wskazuje na to, że Putin jeszcze bardziej chce postawić na swoim.
W zeszły piątek został sfilmowany w mundurze polowym podczas spotkania z wojskowymi dowódcami. Ogłaszał zwycięstwa na linii frontu i obiecywał zdobyć jeszcze więcej terytorium.
„Rosyjskie Siły Zbrojne nadal pewnie utrzymują inicjatywę strategiczną w strefie specjalnej operacji wojskowej," oświadczył.
Następnie jednak polecił generałom przeanalizować udział europejskich sojuszników Ukrainy w „rzeczywistych działaniach bojowych", które – jak twierdzi – przedłużają wojnę.
„Potrzebujemy tej analizy, aby podejmować w przyszłości odpowiedzialne decyzje," powiedział, nie podając szczegółów.
To stwierdzenie wzbudziło zdziwienie w kręgach dyplomatycznych i wojskowych.
W zachodnich stolicach rozbrzmiewa pytanie, co Putin może zrobić dalej. Czy postawi na eskalację? Jeśli tak, jak może ona wyglądać?
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska














