Analiza BBC: Dlaczego Moskwa milczy w sprawie rozejmu energetycznego Trumpa?

Pracownicy energetyki stoją pod przydrożnym słupem energetycznym, z którego zwisają przewody. Na drodze stoi biały żuraw samojezdny. W tle las i zabudowania mieszkalne.
Podpis zdjęcia, Pracownicy ukraińskiej firmy energetycznej DTEK podczas prac naprawczych po lipcowym ataku rosyjskich pocisków
    • Autor, Steve Rosenberg
    • Stanowisko, Redaktor BBC ds. Rosji
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 3 min

Prezydent USA Donald Trump ogłosił w niedzielę „energetyczne zawieszenie broni ze skutkiem natychmiastowym” między Rosją a Ukrainą. „To dla mnie nowość," stwierdził w odpowiedzi ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski, a Rosja nie skomentowała sprawy publicznie.

Jak wypowiadały się strony do tej pory?

Według Trumpa Rosja i Ukraina osiągnęły porozumienie obejmujące wstrzymanie ataków na infrastrukturę energetyczną.

„Czy rzeczywiście?", pytają władze w Kijowie. Jeśli tak, są gotowe się do tego zobowiązać - o ile zrobi to także Rosja.

Co mówi Kreml? Jak dotąd bardzo mało.

Rzecznik prezydenta Rosji Władimira Putina, Dmitrij Pieskow, usłyszał pytanie o domniemane porozumienie podczas codziennej telekonferencji z mediami.

„Kontakty są kontynuowane," odpowiedział Pieskow.

„Gdy tylko będziemy mieli coś do powiedzenia na ten temat, na pewno damy państwu znać”.

Pieskow mógł nie mieć wiele do powiedzenia - ale prokremlowskie media wręcz przeciwnie.

Ogłoszenie Trumpa o „energetycznym rozejmie" okrzyknęły „prezentem” dla Moskwy.

„Oczywiście, że to dla nas korzystne," stwierdził prorządowy serwis informacyjny Moskowskij Komsomolec.

„[Porozumienie] oznacza, że Rosja musi jedynie wstrzymać się od zniszczenia ostatniej działającej na Ukrainie rafinerii ropy naftowej, która była już atakowana kilka razy. I tak ledwo działa. Ale Kijowowi nie wolno będzie atakować naszych licznych rafinerii," przekonuje serwis.

„W rzeczywistości to jednostronna umowa, która przynosi nam korzyści. Dlatego nikt tutaj oficjalnie jej nie odrzucił," pisze Moskowskij Komsomolec.

Innymi słowy: według Moskwy oświadczenie Trumpa wiąże ręce Ukrainie, a nie Rosji.

Ataki ukraińskich dronów na rosyjskie instalacje naftowe w głębi kraju spowodowały w ostatnich miesiącach poważne szkody i niedobory paliwa w całej Rosji.

Jeśli ataki będą kontynuowane, Rosja będzie zapewne przekonywać, że Kijów szkodzi interesom gospodarczym USA, a także szansom Partii Republikańskiej na dobre wyniki w listopadowych wyborach uzupełniających.

Kreml będzie twierdzić, że działania Ukrainy podważają zawartą niedawno umowę paliwową między Trumpem i Putinem, na mocy której USA mają importować rosyjski olej napędowy.

Według Trumpa na umowie skorzystają amerykańscy konsumenci. Jednak według szeregu komentatorów transakcja dotyczy stosunkowo niewielkich ilości paliwa i nie wpłynie znacząco na jego ceny.

Prezydent Rosji Władimir Putin siedzi przy drewnianym stole i patrzy lekko w bok. Ma na sobie niebieski garnitur i krawat, a w ręku trzyma kartkę papieru.
Podpis zdjęcia, Władimir Putin nie wydaje się zainteresowany przerwaniem działań wojennych

Niezależnie od wszystkiego Kreml będzie przeszczęśliwy, jeśli ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę naftową oburzą Biały Dom i doprowadzą do ograniczenia amerykańskiego wsparcia dla Kijowa.

Moskwa z zadowoleniem przyjęłaby zaprzestanie przez Waszyngton udostępniania Ukrainie informacji wywiadowczych i sprzedaży Europie broni przeznaczonej dla Kijowa.

Na Kremlu z przyjemnością przyjęto też oświadczenie Trumpa: „Myślę, że nadszedł czas, by Ukraina miała nowego prezydenta”.

Zełenski apelował do Rosji o 60-dniowe zawieszenie broni mające umożliwić przeprowadzenie w Ukrainie wyborów prezydenckich.

Jak zareagowała Moskwa?

„Kreml, prezydent, mówili już wiele razy, że nie chcą zawieszenia broni. Chcą trwałego pokoju i są gotowi zrobić wszystko, co możliwe, by do niego doprowadzić,” stwierdził Pieskow.

„Wszystko, co możliwe” nie obejmuje zawieszenia broni - choćby na 60 czy 30 dni - ani niczego podobnego.

W poniedziałek Kreml zaproponował jednodniowe wstrzymanie działań wojennych, by umożliwić przeprowadzenie wyborów w Ukrainie.

Ani Kijów, ani Zachód nie potraktował tej oferty poważnie.

Nie jest to żadnym zaskoczeniem. Putin nie wykazał jak dotąd chęci przerwania walk.

Jego niedawne oświadczenia, przemówienia i inne sygnały płynące z Kremla wskazują, że Moskwa chce kontynuować ataki na Ukrainę podczas zimowych mrozów, by znacząco zwiększyć presję na ukraińskie społeczeństwo.

Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow stwierdził w poniedziałek, że Ukraina nie zasługuje na „wytchnienie”, jakie przyniosłoby zawieszenie broni.

Choć Kreml deklaruje, że dąży do „trwałego pokoju”, na razie kontynuuje walki.

W poniedziałek Zełenski oświadczył, że nocą i rankiem Rosja zaatakowała w Ukrainie kilka obiektów energetyki.

„Powinniśmy wykorzystać to okno możliwości, by cofnąć Ukrainę do epoki kamienia łupanego i zmusić ją do zaakceptowania pokoju na rosyjskich warunkach," pisał prorządowy Moskowskij Komsomolec.

Celem Kremla wciąż jest kapitulacja Ukrainy.

Moskwa wierzy najwyraźniej, że umowa paliwowa z USA i rosnąca niecierpliwość Trumpa wobec Zełenskiego pomogą jej go osiągnąć.

Przy tłumaczeniu tego artykułu, który oryginalnie był napisany w języku angielskim, użyto narzędzi AI. Dziennikarz BBC sprawdził tłumaczenie przed publikacją. Więcej o tym, jak używamy AI.

Edycja: Joanna Kozłowska