Bowen: Mimo wojowniczej retoryki Trumpowi pozostają jedynie negocjacje z Iranem

Źródło zdjęcia, Getty Images Europe
- Autor, Jeremy Bowen
- Stanowisko, Redaktor działu międzynarodowego
- Data publikacji
- Czas czytania: 4 min
Najnowsze wypowiedzi Donalda Trumpa na temat Iranu i szans na osiągnięcie wynegocjowanego porozumienia trzeba traktować poważnie — w końcu jest on prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Tak mówił podczas szczytu NATO w Turcji:
„Nie chcę już mieć z nimi nic wspólnego. To kanalie. Wiecie, co to są kanalie? To kanalie. To chorzy ludzie. Rządzą nim chorzy ludzie. Są okrutni i brutalni.
A gdyby mieli broń nuklearną, użyliby jej. Z mojego punktu widzenia sprawa jest zakończona."
Czy były to jego ostatnie słowa w tym temacie? Zdecydowanie nie. Trump nieustannie komentuje zarówno wojnę, jak i negocjowane memorandum porozumienia (MOU). W swoich wypowiedziach przechodził od ogłaszania zwycięstwa, przez groźby unicestwienia irańskiej cywilizacji, po deklaracje poparcia dla dalszych negocjacji.
Później zaostrzył swoją retorykę, mówiąc, że Stany Zjednoczone „prawdopodobnie uderzą w nich jeszcze mocniej już dziś wieczorem", dodając: „Dałem im małe ostrzeżenie. Dziś wieczorem znowu uderzymy mocno".
Zdolność USA do zadawania Iranowi dotkliwych ciosów i wyrządzania poważnych szkód nie budzi wątpliwości. Tym, czego Ameryce nie udało się jednak osiągnąć, jest złamanie woli irańskich władz i skłonienie ich do rezygnacji z podstawowych żądań, począwszy od kontroli nad żeglugą przez Cieśninę Ormuz.
Wśród jego ostatniej słownej ofensywy kryło się jednak przyznanie, że rozmowy będą kontynuowane. Zostały one zawieszone na czas trwających od kilku dni uroczystości pogrzebowych byłego najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego, który zginął w wyniku działań Izraela i USA pierwszego dnia wojny, 28 lutego.
Trump został zapytany, czy wymiana ataków między USA a Iranem, a pośrednio także części amerykańskich sojuszników arabskich w regionie Zatoki Perskiej, oznacza koniec rozmów między stronami.
Odnosząc się do swoich głównych negocjatorów, Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera, odpowiedział:
„To mnie nie obchodzi, mogą rozmawiać. Ale myślę, że marnują czas".
O irańskich władzach dodał natomiast:
„To banda kłamców".
Można to odczytywać jako kolejne przyznanie, że prezydent USA — mimo całej swojej buńczucznej retoryki — nie ma lepszej alternatywy niż negocjacje. Wspólnie z Izraelem Stany Zjednoczone próbowały obalić irański reżim, ale bez powodzenia.
Proces negocjacyjny pozostaje jednak kruchy. Jedno ze źródeł wśród mediatorów starających się doprowadzić rozmowy do skutku określiło ostatnie wydarzenia jako „niewątpliwie krok wstecz". Atmosfera ma być „bardzo napięta".
To dyplomatyczny sposób powiedzenia, że wydarzenia ostatnich dni stanowią wyjątkowo niekorzystne tło dla rozmów między dwoma państwami, które nie mają do siebie najmniejszego zaufania i nie wierzą, że druga strona dotrzymałaby warunków ewentualnego porozumienia.

Źródło zdjęcia, NurPhoto via Getty Images
U podstaw najnowszej wymiany militarnych ciosów między Iranem a Stanami Zjednoczonymi leży determinacja władz w Teheranie, by nie wracać do sytuacji sprzed ataku USA i Izraela z 28 lutego.
Reżim jest zdecydowany zachować kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Możliwość zatrzymania ruchu statków przewożących kluczowe dla świata surowce, w tym jedną piątą globalnych dostaw ropy i gazu, daje mu potężny wpływ na światową gospodarkę.
Jest to narzędzie znacznie bardziej użyteczne niż sama możliwość rozwijania programu broni jądrowej. Iran nie zgodzi się na zrzeczenie się kontroli nad Cieśniną Ormuz.
Dlatego jest gotów narazić na szwank memorandum porozumienia (MOU) — choć zawiera ono wiele potencjalnie korzystnych dla Iranu zapisów — aby podkreślić, że nie ma powrotu do wcześniejszego stanu rzeczy. Teheran jest gotów zaryzykować dalszą wojnę, by bronić tego, co uważa za swoje strategiczne prawa w cieśninie.
Władze w Teheranie nabrały pewności siebie po tym, jak USA i Izraelowi nie udało się ich obalić. Ceremonie pogrzebowe najwyższego przywódcy, który zginął po rozpoczęciu tej kampanii wojskowej, pokazały, że islamski reżim nadal dysponuje silnym zapleczem społecznym.
Wewnętrzna opozycja nie zniknęła. Jednak brutalne tłumienie protestów przez władze — podczas których zginęły tysiące osób — sprawiło, że przeciwnicy reżimu obecnie nie rzucają się w oczy i działają znacznie ostrożniej.
Mediatorzy zaangażowani w proces negocjacyjny uważają, że jeśli uda się powstrzymać dalszą eskalację konfliktu, możliwe będzie zawarcie porozumienia z Iranem, które pozwoli na swobodny tranzyt przez Cieśninę Ormuz.
Musiałoby ono stanowić część szerszego układu obejmującego odblokowanie irańskich aktywów zamrożonych za granicą, umożliwienie Iranowi sprzedaży ropy naftowej oraz — co dla władz w Teheranie jest najważniejsze — uznanie irańskiej zwierzchności nad cieśniną.
W zamian Iran musiałby zgodzić się na ograniczenia wzbogacania uranu, ponownie dopuścić inspektorów ONZ zajmujących się kontrolą programu nuklearnego oraz rozliczyć się z zapasów tego, co Trump określa mianem „nuklearnego pyłu" — czyli uranu wzbogaconego już do poziomu bliskiego temu, który może zostać wykorzystany do produkcji broni jądrowej.
Wydarzenia ostatnich 24 godzin pokazują jednak, jak trudno będzie osiągnąć taki kompromis.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska












