Holandia: policja apeluje o zgłoszenia ofiar 'międzynarodowej kampanii szantażu seksualnego'

Palec dotyka ekranu telefonu, na którym widoczne są rzędy ikon. Wśród wgranych aplikacji są m.in. Facebook, Instagram, Messenger i WhatsApp

Źródło zdjęcia, PA

    • Autor, Anna Holligan
    • Stanowisko, BBC News
    • Relacja z, Haga, Holandia
  • Czas czytania: 4 min

Holenderska policja apeluje w mediach społecznościowych o zgłoszenia ofiar „międzynarodowej kampanii szantażu seksualnego". Ostrzega, że dziesiątki kobiet i dziewcząt zmuszono do wykonywania przed kamerą poniżających czynności seksualnych.

Według śledczych sprawcą jest 22-letni Holender, który podawał się w sieci za nastolatkę. Nawiązywał kontakt z ofiarami na popularnych platformach i namawiał je do przesyłania zdjęć o charakterze erotycznym.

Gdy już je zdobył, miał szantażować pokrzywdzone, zmuszając je do tworzenia coraz bardziej drastycznych zdjęć i nagrań. Niektóre przedstawiały akty masturbacji i dziewczęta liżące deski sedesowe. Groził, że udostępni materiały znajomym, rodzinie lub rówieśnikom ze szkoły.

Według prokuratury podejrzany - zidentyfikowany jako Damian A., zgodnie z holenderskimi przepisami o ochronie prywatności - przyznał się do winy.

Został aresztowany w styczniu 2025 r., a w tym tygodniu stanął przed sądem w mieście Dordrecht.

Usłyszał zarzuty napaści seksualnej w sieci i gwałtu w sieci. Prokuratura wniosła o wyrok dziewięciu lat więzienia i przymusową terapię.

„Nie myślałem o konsekwencjach. O tym, że mogę skrzywdzić ludzi," cytują słowa sprawcy holenderskie media.

Wyrok ma zapaść w najbliższych tygodniach.

Nadużycia wyszły na jaw po tym, jak kilka młodych kobiet w USA zgłosiło swoje przejścia policji. Ich zeznania doprowadziły do szerszego śledztwa.

W jednym z przypadków Damian A. miał kazać holenderskiej uczennicy opuścić zajęcia i przesłać nagie zdjęcie w ciągu 10 minut. Groził, że w przeciwnym razie wyśle inne zdjęcia jej rówieśnikom.

Policja mówi, że mężczyzna zamienił życie ofiar „w piekło".

Niektóre z nich były zmuszane do trzymania na zdjęciach tabliczek z napisem „własność Turpiena" - to pseudonim, jakim miał posługiwać się holenderski podejrzany - lub do pisania tej samej frazy na własnym ciele. Tak zostawały de facto naznaczone.

Według policji zdjęcia były następnie sprzedawane na innych platformach. Damian A. miał też udostępniać w sieci dane osobowe ofiar.

Holenderskie władze zidentyfikowały jak dotąd ponad 50 pokrzywdzonych - w tym w Holandii, Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie, Niemczech i Czarnogórze. Obawiają się, że ich całkowita liczba jest znacznie wyższa.

„Jesteśmy bardzo zaniepokojeni, ponieważ to, co musiały znosić te dziewczyny, jest tak skrajne i intensywne. Wiemy też, że [pokrzywdzonych] jest więcej, ale nie znamy ich tożsamości," powiedziała Milou van der Kolk z zespołu ds. przestępstw seksualnych policji w Rotterdamie.

Holenderska kampania ma zidentyfikować kolejne ofiary, zapewnić pokrzywdzone, że sprawca został ujęty, a także zachęcić rodziców do rozmowy z dziećmi na temat zagrożeń związanych z udostępnianiem intymnych zdjęć w sieci.

Posty zawierają linki i numery telefonów, pod którymi można uzyskać pomoc i wsparcie.

Według holenderskiej policji ofiary wykorzystywania seksualnego w sieci „czują się same na świecie, cierpią z powodu stresu i nie widzą wyjścia z sytuacji".

W postach czytamy, że profesjonalne wsparcie dla ofiar może niekiedy „decydować o życiu i śmierci". Przyczyną jest przytłaczający wstyd, strach, rozpacz i ciągła presja, jakiej doświadczają niektóre osoby.

Policja opisuje, jak młody mężczyzna ze smartfonem był w stanie de facto uwięzić dziewczęta w sypialniach, czyniąc z mediów społecznościowych narzędzie do zastraszania, wykorzystywania i kontroli. Otaczający poszkodowane dorośli pozostawali nieświadomi.

Holenderscy śledczy apelują też wszystkich, którzy kupili lub udostępniali zdjęcia, o ich natychmiastowe usunięcie. Ostrzegają, że po takich działaniach „pozostają cyfrowe ślady".

Na świecie szybko rośnie liczba przypadków szantażu seksualnego. W samej Holandii policja odnotowała w ubiegłym roku około 300 tys. przypadków - o 46% więcej niż w poprzednim.

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Joanna Kozłowska