Czy Europa jest gotowa na wojnę z Rosją?

Źródło zdjęcia, Reuters
- Autor, Margaryta Maliukowa
- Data publikacji
- Czas czytania: 6 min
Służby wywiadowcze ostrzegają przed kolejnymi rosyjskimi prowokacjami w Europie w nadchodzących miesiącach - w tym przed możliwym sabotażem, atakami z powietrza, a nawet ograniczoną inwazją lądową.
Europejskie i północnoamerykańskie media zastanawiają się nad gotowością Europy do bezpośredniego konfliktu.
Szef czeskiego wywiadu mówi, że w ciągu kilku miesięcy możliwa jest rosyjska inwazja na terytorium NATO na niewielką skalę. Tymczasem przywódcy krajów bałtyckich ostrzegają przed nadmierną paniką.
Niektórzy eksperci ds. bezpieczeństwa postrzegają te ostrzeżenia jako taktykę polityczną mającą na celu zjednoczenie społeczeństwa wokół wspólnego zagrożenia. Inni twierdzą, że Rosja chętnie wykorzystuje wywoływany przez nie niepokój.
Niektórzy eksperci wojskowi uważają taktykę NATO za przestarzałą w kontekście współczesnej wojny - zwłaszcza zagrożenia ze strony dronów i pocisków balistycznych.
Komentatorzy są też zaniepokojeni zależnością Europy od Stanów Zjednoczonych w zakresie wywiadu i wsparcia logistycznego. Amerykańska stacja telewizyjna CNN twierdzi, że Amerykanie raczej nie będą chcieli walczyć o przesmyk suwalski.
Inwazja „kwestią miesięcy"

Źródło zdjęcia, Getty Images
Szef czeskiej służby bezpieczeństwa BIS, Michal Koudelka, powiedział brytyjskiemu dziennikowi The Guardian, że rosyjska inwazja na niewielką skalę na terytorium NATO może nastąpić w ciągu „kilku miesięcy, a nie lat".
Dodaje, że plany Kremla mogą też obejmować zwiększoną aktywność dronów, prowokacje pod fałszywą flagą i zakrojoną na szeroką skalę kampanię wpływów. Zaznacza jednak, że „wiele osób robi wszystko, co w ich mocy, aby do tego nie doszło".
Przedstawiciele trzech krajów bałtyckich podchodzą bardziej ostrożnie do perspektywy poważnej eskalacji. Przekonują, że zasoby Moskwy zostały uszczuplone w miarę trwania wojny w Ukrainie.
„Nie widzimy oznak zbliżającego się ataku," powiedział brytyjskiej gazecie Normunds Mežviets, dyrektor generalny łotewskiej służby bezpieczeństwa VDD.
Choć pojawiają się sygnały, że Moskwa przygotowuje się do bardziej zdecydowanych działań w Europie, według Mežvietsa „pozostaje otwartą kwestią, czy [Rosjanie] mają bezpośrednie i konkretne plany, czy też jest to po prostu część ich ogólnych prób szerzenia strachu i niepewności w społeczeństwie zachodnim".
Politycy krajów bałtyckich ostrzegają też, że wyolbrzymianie perspektywy rychłego ataku może działać na korzyść Rosji.

Szef szwedzkiego wywiadu wojskowego i służby bezpieczeństwa, Thomas Nilsson, powiedział The Guardian, że niedawne nasilenie rosyjskich działań sabotażowych ma kilka celów: osłabienie wsparcia dla Ukrainy, wywołanie podziałów wewnątrz NATO i zaniepokojenie europejskich społeczeństw.
Wszyscy trzej szefowie wywiadów twierdzą, że rosyjska kampania sabotażowa w Europie prawdopodobnie nasili się w nadchodzących miesiącach.
Belgijski portal La Libre cytuje szefa belgijskiej armii Frederika Vansinę. Twierdzi on, że w kręgach wywiadowczych panuje konsensus co do tego, że Rosja będzie wystarczająco silna, by zaatakować NATO przed rokiem 2029–2030.
Dodaje, że Moskwa mogłaby zaatakować nawet wcześniej.
„Efekt zjednoczenia wokół flagi”
Niektórzy eksperci twierdzą, że podobne ostrzeżenia mogą być motywowane politycznie. Przekonują, że mogą działać zarówno na korzyść europejskich polityków, jak i Rosji.
Według panbałtyckiego serwisu informacyjnego Delfi zagrożenie może być wyolbrzymione.
„Donald Tusk i Friedrich Merz mogą polegać na tych samych źródłach wywiadowczych, które z kolei mogą czerpać z celowej rosyjskiej kampanii informacyjnej. Być może również wygłosili swoje dramatyczne oświadczenia właśnie po to, by wysłać publiczny sygnał: NATO nie będzie przymykać oczu na ataki," napisano w serwisie.
Z kolei Rzeczpospolita cytuje podpułkownika Macieja Korowaja - byłego oficera Służby Wywiadu Wojskowego - który twierdzi, że politycy odwołują się do zagrożenia ze strony Rosji, by pojednać zwaśnione społeczeństwo. To tak zwany „efekt zjednoczenia wokół flagi".
Rosja stara się również tworzyć „chaos informacyjny". Możliwe, że chce w ten sposób skłonić Polaków do wywierania presji na władze, by te poszły na ustępstwa wobec Moskwy. Przekonuje o tym Anna M. Dyner, analityczka Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (PISM).
Rzeczpospolita cytuje też anonimowego przedstawiciela polskich służb wywiadowczych, który twierdzi, że Rosja szuka działań poniżej progu wojny konwencjonalnej i może uciec się do ataków pod fałszywą flagą.
Takie prowokacje mogą obejmować wtargnięcie rosyjskiego samolotu w polską przestrzeń powietrzną lub atak dronów na port lub terminal gazowy. Jednak według cytowanego przez Rzeczpospolitą eksperta pełnowymiarowa wojna między Rosją a NATO jest mało prawdopodobna.
Taktyka NATO staje się „przestarzała”

Źródło zdjęcia, Getty Images
Agencja informacyjna Reuters ostrzega, że broń i taktyka NATO mogą stać się przestarzałe, ponieważ zmiany na polu bitwy w Ukrainie następują bardzo szybko.
Analitycy wskazują drony jako szczególne wyzwanie.
W czerwcu reporterzy Reuters uczestniczyli w ćwiczeniach wojskowych NATO w pobliżu Paldiski w Estonii, podczas których amerykańskie i europejskie oddziały udzielały pomocy dziesiątkom symulowanych rannych w polowych szpitalach wojennych.
Ćwiczenia odbywały się jednak z założeniem, że NATO będzie kontrolować przestrzeń powietrzną nad szpitalami – co w dobie tanich, niewidocznych dla radarów dronów dalekiego zasięgu nie jest już oczywiste.
Cytowani przez agencję ukraińscy urzędnicy twierdzą, że wojskowa biurokracja NATO ma trudności z przyswojeniem wniosków płynących z wojny w Ukrainie.
Ukraiński oficer, który przeszedł szkolenie NATO z zakresu operacji psychologicznych w Rumunii, powiedział, że niektóre materiały szkoleniowe sojuszu nadal opierają się na scenariuszach z II wojny światowej.
Wojna w Ukrainie ujawniła też zależność Europy od zaawansowanych amerykańskich systemów przeciwrakietowych, m.in. typu Patriot, dodaje agencja Reuters.
W lipcu Ukraina i dziewięciu europejskich sojuszników rozpoczęło prace nad paneuropejską tarczą przeciwrakietową o nazwie Freyja. Projekt realizowany jest przez konsorcjum kilkunastu firm, a głównym partnerem z sektora prywatnego jest ukraińska firma Fire Point.
Czynnik amerykański
W felietonie dla belgijskiego dziennika L'Echo dziennikarz Vincent Georis stwierdza: „Europa się zbroi, ale nie jest gotowa".
Georis twierdzi, że Europa nie jest w stanie samodzielnie prowadzić długotrwałej wojny z Rosją bez pomocy Stanów Zjednoczonych. Nadal polega na Waszyngtonie w kwestiach wywiadu, nadzoru i wsparcia logistycznego.
„W przypadku konfliktu z Rosją wystarczyłoby kilka dni walk, by nadwyrężyć europejskie zapasy. Rosja przekształciła swoją gospodarkę w machinę wojenną. Masowo produkuje pociski, rakiety i drony, ucząc się z doświadczeń frontowych," mówi Georis.
Amerykańska stacja telewizyjna CNN twierdzi, że zaangażowanie Donalda Trumpa w realizację klauzuli wzajemnej obrony NATO jest niepewne.
„Zadajcie sobie pytanie: czy Trump poszedłby na wojnę z Rosją o skrawek ziemi zwany przesmykiem suwalskim? Czy Amerykanie byliby na to gotowi? Odpowiedź nasuwa się sama," podaje CNN.
„Moskwa o tym wie," dodaje. „Już samo to osłabia odstraszanie".

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
Obawy w Rumunii i na Węgrzech
Prezydent Rumunii Nicusor Dan powiedział CNN, że kraj wciąż nadal nie jest w pełni przygotowany na zagrożenie ze strony dronów - choć poprawił swoje zdolności reagowania. Słowa Dana cytuje rumuńska agencja informacyjna Agerpres.
Dan dodał, że Stany Zjednoczone wsparły Rumunię sprzętem do wykrywania i zestrzeliwania dronów.
Austriacki serwis informacyjny oe24.at donosi - powołując się na informacje z rosyjskiego kanału na Telegramie - że Moskwa zamierza tej jesieni zapewnić dodatkowe 16 do 20 tys. łóżek w cywilnych szpitalach w celu leczenia żołnierzy.
Szpitalne łóżka mają znajdować się głównie w północno-zachodniej części kraju, która graniczy bezpośrednio z państwami NATO.
Ekspert ds. bezpieczeństwa Nico Lange powiedział austriackiemu serwisowi, że błędem byłoby interpretowanie tych działań jako odpowiedzi na straty w Ukrainie. „Nie powinniśmy się pocieszać, wmawiając sobie, że dla Putina liczy się tylko Ukraina," stwierdza Lange.
Jak komentuje węgierska stacja ATV, nasuwa się złowieszcza analogia do rosyjskich przygotowań do inwazji na Ukrainę w 2022 roku.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Opracowanie: Marlena Zagórska










