Eksperyment polityczny Viktora Orbana dobiega kresu

    • Autor, Nick Thorpe
    • Stanowisko, Korespondent w Budapeszcie
  • Czas czytania: 3 min

To, co Viktor Orban robił przez ostatnie 16 lat sprawowania władzy, było eksperymentem" — tyle że nawet on sam nie wiedział, jak go nazwać. Nieliberalna demokracja" brzmiała zbyt negatywnie.

Jego amerykańscy przyjaciele woleli mówić o „konserwatyzmie narodowym", co brzmiało lepiej, ale nigdy nie było w pełni trafne. W przeciwieństwie do większości konserwatystów Orban był buntownikiem.

Nieustannie się radykalizował. A więc co właściwie miałby konserwować?

Lubił prowokować główny nurt, „brukselskich biurokratów". Był dla nich solą w oku, ale za każdym razem, gdy oni próbowali odpowiedzieć, potrafił obrócić to na własną korzyść.

Przedstawiał się jako „antyglobalista", a jednocześnie zapraszał na Węgry niemieckie koncerny motoryzacyjne oraz chińskich i południowokoreańskich producentów baterii do samochodów elektrycznych.

Kreował się na obrońcę suwerenności narodowej, ale odmówił obrony suwerenności Ukrainy wobec Rosji.

Ostro sprzeciwiał się imigracji, a jednocześnie po cichu zachęcał do przyjazdu pracowników ze Sri Lanki, Filipin, Ukrainy i Turcji, aby budować nowe fabryki.

Przeznaczał ogromne środki na politykę prorodzinną, zachęcając pary do posiadania większej liczby dzieci, jednak do 2025 roku współczynnik dzietności ponownie spadł do poziomu 1,31 — dokładnie takiego samego, jaki on sam odziedziczył po socjalistach w 2010 roku.

Sposób, w jaki szybko przyznał się do porażki w niedzielny wieczór, pokazał, że bardzo dbał o swój wizerunek. Działał jako demokrata „majoritarianistyczny" [nurt polityczny zakładający, że cześć społeczeństwa znajdująca się w większości ma prawo do uprzywilejowanej pozycji i decydującego wpływu], wierzący w zasadę, że „zwycięzca bierze wszystko" — i tak właśnie rządził.

Rok po zdobyciu większości dwóch trzecich w 2010 roku napisał nową konstytucję. Ukształtował Węgry na swój obraz i na potrzeby własnej partii.

Dysponując większością konstytucyjną w parlamencie, forsował kolejne ustawy, zmieniając strukturę sądownictwa, system wyborczy i gospodarkę.

Ostatecznie jednak, w niedzielę, Węgrzy jednoznacznie powiedzieli mu: „nie chcemy być już dłużej obiektem eksperymentów".

Peter Magyar pokonał Orbana, bo na każdy wiec przynosił węgierską flagę, bo głosił bardziej inkluzywne — mniej wykluczające — przesłanie narodowe, a być może przede wszystkim dlatego, że Węgrzy byli zmęczeni nieustannym konfliktem.

Nie podobało im się też to, że bogaci stawali się coraz bogatsi, biedni coraz biedniejsi, a klasa średnia się kurczyła.

Orban często wygrywał swoje polityczne starcia, ale jego wyborcy pragnęli spokoju i normalności. Normalnego kraju — ale takiego, który ma własny głos.

Właśnie to obiecuje Magyar. „Dziś świętujemy" — mówił do ogromnych tłumów tańczących nad brzegami Dunaju.

„Ale jutro zaczynamy pracę".

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.